| Kto zapłaci za kryzys? |
|
|
| 06.03.2009. | ||||
![]() Ratujcie Europę Środkową przed kryzysem - apelują do Unii Europejskiej Austriacy. Ani Komisja Europejska ani inne państwa Unii nie chcą jednak o tym słyszeć. Duże austriackie banki (Bank Austria, Erste, Raiffeisen, Volksbanken) są przerażone. W ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci Europa Środkowa była terenem ich ekspansji. Otwierały tam swoje filie, udzielały kredytów. Dziś mieszkańcy Europy Środkowej winni są zachodnim bankom w sumie ok. 1,1 biliona euro, z czego aż 220 mld Austriakom. Dla niewielkiego kraju to ogromna suma, równa blisko trzem czwartym austriackiego PKB. Istnieje coraz poważniejsze ryzyko, że obywatele części państw regionu - zwłaszcza Rumuni, Bułgarzy, Ukraińcy, Chorwaci - nie będą w stanie tych kredytów spłacić. Dotyka ich bowiem nie tylko kryzys, który powoduje mniejsze dochody i rosnące bezrobocie. Ich waluty słabną w stosunku do euro. To oznacza, że kredyty zaciągnięte w europejskiej walucie mogą się okazać nie do spłacenia zarówno dla firm, jaki i dla konsumentów. Austriackie i inne europejskie banki obecne w regionie pisały o problemie do Komisji Europejskiej już w grudniu. Teraz w sprawę włączył się rząd w Wiedniu. Apeluje o pomoc w Brukseli i innych zachodnich stolicach. W ubiegłym tygodniu minister finansów Josef Pröll był też w Bukareszcie, Sofii, Kijowie i Zagrzebiu. Przekonywał, by państwa te tworzyły plany walki z kryzysem podobne do zachodnioeuropejskich. Wielu jednak na to nie stać. Reklama Dlatego Austriacy chcą, by Unia zwiększyła fundusz pomocy dla krajów UE poza strefą euro. Udziela się z niego pożyczek dla krajów w tarapatach, ostatnio Węgier (6,5 mld euro) i Łotwy (3,1 mld). Unia w ich imieniu zaciąga kredyt na międzynarodowych rynkach finansowych. Limit funduszu został niedawno zwiększony do 25 mld euro, ale zdaniem austriackich banków powinien wynosić aż 100 mld. Chcą też drugiego o wartości 50 mld euro dla krajów poza Unią, np. Ukrainy. - Jesteśmy jedną europejską rodziną. Narody Europy Środkowej są słabszymi dziećmi w rodzinie, musimy się nimi opiekować - mówił w ubiegłym tygodniu w Brukseli Christoph Leitl, przewodniczący Austriackiej Izby Handlowej. Pomysł poparł obecny na konferencji Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. Sens widzą w nim także niektórzy analitycy. - Kryzys pokazał, że Unii Europejskiej brakuje narzędzi stabilizacji makroekonomicznej. Takie narzędzia są jej potrzebne, zarówno w strefie euro, jak i poza nią - mówi Nicolas Véron z brukselskiego ośrodka BRUEGEL. Przyznaje, że zaostrzenie się kryzysu w Europie Środkowej może pociągnąć za sobą na dno niektóre zachodnie banki, choć na razie nie widać oznak bezpośredniego zagrożenia. Ale większość w Unii nie chce słyszeć o zwiększaniu funduszy dla Europy Środkowej. Niemiecki minister finansów Peer Steinbrück twierdzi, że to przede wszystkim problem Austriaków, którzy pozwolili swym bankom zbyt mocno zaangażować się w regionie. Sceptyczna jest także Komisja Europejska, do której należy inicjatywa w tej sprawie. Oficjalnie nie komentuje pomysłu. Jednak urzędnicy nie kryją oburzenia na austriackie banki. - Ciągnęły z działalności w Europie Środkowej ogromne zyski. A gdy tylko przyszedł kryzys, natychmiast pukają do drzwi po pomoc i próbują wycofywać się do domu. To raczej one powinny wykazać się solidarnością w krajach, w których prowadzą działalność - mówi "Gazecie" jeden z nich. W tym przypadku solidarność oznaczałaby, że pogodzą się z tym, że niektóre kredyty nie zostaną spłacone, i mimo to będą dalej prowadzić akcję kredytową. Dominika Pszczółkowska Źródło: Gazeta Wyborcza Odsłon: 1380
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|









Bądź pierwszym który skomentuje