| Gdzie jest dno kryzysu? |
|
|
| 11.10.2008. | ||||
![]() Najczarniejszy dzień warszawskiej giełdy od ponad dziesięciu lat. Na fali paniki indeks najważniejszych spółek WIG20 momentami tracił nawet 13,5 proc. A Dow Jones znów w dół.W ciągu zaledwie kilku godzin z giełdy ulotniło się 43 mld zł. To więcej, niż jest wart największy polski bank PKO BP. Straty liczą nie tylko giełdowi wyjadacze, ale też 3 mln klientów funduszy inwestycyjnych i ponad 14 mln przyszłych emerytów, których składki otwarte fundusze emerytalne inwestują m.in. w akcje spółek. Inwestorzy sprzedawali w piątek akcje po każdej cenie. Akcje miedziowego kombinatu KGHM, jednej z największych polskich firm, spadły o 21 proc. O 10-11 proc. taniały akcje wielkich banków: BRE, Millennium, BZ WBK. Analitycy patrzyli na tonącą giełdę i rozkładali bezradnie ręce. - To panika, nie ma miary, która mogłaby oszacować dalsze spadki - mówił Marek Przytuła z biura maklerskiego Millennium. - Inwestorom chodzi o to, by sprzedać akcje, wycofać pieniądze i zakopać w ogródku. Uważają, że żadne inwestycje nie są pewne - tłumaczył Grzegorz Skowroński, makler CA IB Securities. Apogeum nastąpiło godzinę przed końcem handlu. Główny indeks WIG20 spadał już o 13,5 proc., szefowie giełdy zawiesili notowania kilku spółek. Nie było chętnych na ich akcje. Zaczynało to przypominać krach z 1994 r. Wówczas w ciągu paru dni ceny akcji spadły średnio o połowę. - Wszystko działa, giełda funkcjonuje normalnie. Wartość handlu jest wysoka, inwestorzy wciąż kupują akcje - uspokajał w piątek prezes giełdy Ludwik Sobolewski. Panika opanowała wszystkie giełdy świata, bo dzień wcześniej nastąpiło potężne tąpnięcie na Wall Street. I potoczyła się kula śnieżna. Japonia - minus 10 proc. Europa - minus 8-9 proc. Giełdy w Austrii i Rumunii zamknięto na kilka godzin. Rekord padł w Pradze - minus 17 proc.! Co sprawiło, że akcje firm, które mają przecież realny majątek i przynoszą zyski, inwestorzy zaczęli traktować jak śmiecie?
- Inwestorzy na całym świecie przestają wierzyć, że rządy mogą jeszcze uratować gospodarkę przed długim, bolesnym spowolnieniem - tłumaczą analitycy. - Nikt nie wie, gdzie jest dno, a plotki powodują spustoszenie na giełdach - mówił Ryszard Petru z BPH. W tym tygodniu rządy Wielkiej Brytanii i USA zapowiedziały częściową nacjonalizację największych banków. Do ofensywy ruszyły banki centralne Europy Zachodniej i Ameryki, które w środę zgodnie obniżyły stopy procentowe. Chodzi o to, by obniżyć ceny kredytów i przywrócić zaufanie między bankami - żeby znów zaczęły pożyczać pieniądze, także sobie nawzajem, a nie żeby trzymać je w skarbcach lub lokować w rządowych obligacjach. Bez przywrócenia normalnego obiegu kredytowego w gospodarce firmy ograniczą inwestycje i produkcję oraz zaczną zwalniać ludzi. Problem z uzyskaniem kredytu mają największe na świecie renomowane firmy, m.in. General Electric czy AT&T. Szefowie rządów i banków centralnych zachodzą w głowę, co jeszcze mogą zrobić, by uspokoić sytuację. Prezydent USA George W. Bush błagał w piątek inwestorów o cierpliwość: - Plan ratowania amerykańskiego sektora finansowego jest wystarczająco wielki, ale potrzeba czasu, zanim zacznie działać. Pokonamy kryzys i złapiemy tych, którzy na nim zarabiają! Czy ktoś go słuchał? Gdy zamykaliśmy to wydanie "Gazety", kolejny akt dramatu rozgrywał się na Wall Street. Indeks Dow Jones zwalił się o 5 proc. Maciej Samcik Źródło: Gazeta Wyborcza Odsłon: 6351
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|







Bądź pierwszym który skomentuje